Wychowanie w pokoju

ZAUFANIE DO NAUCZYCIELA

@Glowimages: Bride With Bridesmaids Outdoors At Wedding

Chrystus nie robi uników, ponieważ nie może ich robić On daje od razu siebie. Dlatego w Nim pokładamy zaufanie i tylko do Niego zwracamy się z decydują­cym pytaniem: „Nauczycielu dobry, co robić?” Co robić, żeby móc odnaleźć siebie? Gdzie i jak szukać „zguby”?Jeżeli nikt nigdy nie zwrócił się do nas z zaufaniem, żebyśmy mu pokazali, co ma robić, aby odnaleźć to, o co chodzi w życiu, nie ma w nas śladu Dobrego Nauczyciela; nie wychowujemy. Nie ma zaufania i nie może go być tam, gdzie mamy do czynienia jedynie z kalkulacyjną wiedzą i gdzie nikt nikomu nie objawia się zasłonięty tym, co trzyma w posesyw- nych rękach i z pomocą czego robi uniki.Pytanie skierowane w zaufaniu do nauczyciela otwiera drugi etap wychowywania. Wychowawca im bardziej jest przebudzony, to znaczy wychowany, tym bardziej jest świadom, że w nim Perła tylko się odbija większym lub mniejszym blaskiem. Świadom jest obciążenia swoją majętnością. W sposób zupełnie naturalny zwraca uwagę temu który do niego przychodzi jako do mistrza, że swoje pytania winien skierować do kogoś innego. Chrystus jako Pełny Człowiek robi to szokująco: „Czemu nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg”. Dlaczego tak odpowiada, skoro sam jest Bogiem? Sądzę, że Chrystus odpowiada tu swoim człowieczeństwem, a że jest ono pełne, więc odpowiedź nie ma niedomówień ani dwu­znaczności; odsyła wprost do Boga.

WYCHOWAWCA TECHNICZNY

Digital Image by Sean Locke Digital Planet Design www.digitalplanetdesign.com

Wychowawca techniczny daje wiedzę, ale nie daje siebie. Robi właśnie unik. W pewnym momencie i on dostrzega, że jego dawanie było daremne; że ani wychowywany, ani on sam nie dojrzewają. Owszem, oddalają się od siebie samych oraz od mądrości. Są grzeczni relatywnie, ale niegrzeczni totalnie. Dlaczego? Dlatego, że dar z tego, co się posiada, łącznie z wiedzą, tylko wtedy ma wartość, jeżeli jest w nim obecny ten, kto go robi. Żaden dar, pisał Norwid, bez dania czegoś z siebie nie jest przyjmowalny . Zrzucony na kogoś ciąży i przeszkadza w drodze. Osłabia. Zmęczeni tego rodzaju darami, zmęczeni także czynieniem ich zauważamy, że ciągle jesteśmy bogatymi młodzieńcami, którzy nie tylko że nie mogą wychowywać, ale co gorsza, którzy sami już nie mogą być wychowywani.Wtedy, wydobywa się z nas pytanie, skierowujące się do Boga-Człowieka: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne?”W Chrystusie tak bardzo zabłysła Perła, że nie może to już być tylko jej odblask. Zresztą Chrystus jest tak ubogi, tak nic nie posiada, że światło nie ma się w Nim o co odbić. On może być tylko światłem, Chrystus nie posiada nic, co mogłoby zamienić je w odblask.

DOBRY NAUCZYCIEL

dziecko-665x309

„Nauczycielu dobry, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne? Czemu nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj; nie cudzołóż. Nauczycielu, od młodości mojej przestrzegałem tego wszystkiego. Wtedy Jezus spojrzał nań z miłością i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź, (weź swój krzyż) i chodź za mną. Lecz on spochmur- niał na te słowa i odszedł zasmucony, posiadał bowiem duży majątek”. (Mk 10,17—22). Jak długo człowiek bogaty w wiedzę ogranicza do niej swoje poznanie i tylko nią się kieruje, tak długo wie co najwyżej, czego mu nie wolno czynić. Mówi o tym rozum obliczający skutki jego decyzji i czynów. W księdze Joba (28,28) Bóg wyraźnie mówi człowiekowi: To bojaźń Boża jest mądrością, rozumem unika się jedynie zła. Dodajmy: niekoniecznie zła moralnego. Zbyt bogaci rozumem, tym technicznym, operującym fragmentami i w nich się spec­jalizującym, jesteśmy ubodzy w mądrość stanowiącą właś­ciwość umysłu i serca zrośniętych z całością człowieka, a więc z tym, jaki on już jest, oraz z tym, który dopiero nadchodzi. Rozumem unika się zła, ale kto unika zła, nie znaczy, że tym samym czyni dobro. Kto robi w życiu zbyt wiele uników, w końcu zapomina o sobie. Istota bowiem uniku polega na tym, że daje się to, co się posiada i co zbywa, a nie to, kim się jest. Ten, kto robi unik, zasłania swoje bycie oderwanym fragmentem tego, co posiada.

TU ALBO TAM

zywa-wiara-foto-main

Przechodząc z jednej oczywistości w drugą dorastamy do Perły; dorastamy do Królestwa niebieskiego, które nie jest oczywistością czegoś „tu” albo „tam”, jak chciałyby systemy, lecz oczywistością całości w nas (por. Łk 17,20—21). W kon­sekwencji człowiek nie ma być grzeczny relatywnie, to znaczy „tu” albo „tam”, ale w osobowej całości swojego bycia, w całym Królestwie, które świeci na całym firmamencie niebieskim, chociaż jego błyskawica zabłyśnie tu, gdzie teraz jesteśmy (por. Mt 24,27). „Tu” albo „tam” możemy być czasem niegrzeczni, niejednokrotnie będzie to naszym obowiązkiem, ponieważ człowiek przerasta określone przestrzenie i okreś­lone czasy. Jeśli tak się rzeczy mają, to nie my budzimy jeden drugiego, lecz budzi nas Człowiek swoim odblaskiem w lu­dziach. A Człowiek może być tylko jeden, bo jeden jest Bóg. „Stąd jeden jest wasz Nauczyciel… jeden… jest Ojciec wasz… jeden jest tylko wasz Mistrz Chrystus”. Wychodzi On do nas z nas ex intimo nostro. Skierowujemy ku Niemu oczy i pytamy z bogatym młodzieńcem: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, żeby osiągnąć życie wieczne?” Tym pytaniem rozpoczyna się właściwy proces wychowywania, albo raczej dojrzewania do Królestwa niebieskiego świecącego w nas na firmamencie, ale przez nas zapomnianego.

KAŻDY WYCHOWUJE I JEST WYCHOWYWANY

ap51fz

Wszyscy stoimy niejako w obliczu Perły i nie wiadomo, komu ukazuje się ona jaśniej. Nie wiadomo więc, przez kogo bardziej jaśnieje ona dla innych. W mniejszym lub większym stopniu w każdym widnieje jej odblask. Każdy zatem na miarę swojego odblasku wychowuje do niej innych. I tylko tak, w braterskiej komunii, możemy dostrzec Perłę i do niej dojrzeć. Każdy wychowuje i jest wychowywany. „Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi wy wszyscy braćmi jesteś­cie”.Budzimy się nawzajem, co nie obchodzi się bez zadawania sobie wzajemnie cierpienia. Tworzywem Perły jest łza, wspól­na łza, bo tylko wtedy osobowa. Budzony przeżywa wstrząs, czasem ma pretensję i żal do budzącego, który zobowiązuje go do wyjścia ze świata, w którym on już przyzwyczaił się był spać, i wchodzić w świat trudny, ponieważ nie ma w nim majaków sennych, lecz realne osoby; z nimi trzeba istnieć. „Czy śpiącego można przebudzić grzecznie?…” pyta Norwid. „Podobno, że nie: gdyby bowiem budziło się go upadkiem na twarz najlżejszego listka róży, jeszcze byłoby to tylko bardzo wykwintnie albo poetycko pomyślanym, lecz nie byłoby grzecznie, bo, końcem końców, trzeba śpiącemu przerwać snowania myśli jego i to przerwać doraźnie, nie powoli, lecz nagle, przenosząc go jednym ruchem w rzeczywi­stość i w oczywistość inną. Nie można przeto z oczywistości jednej przerzucać nikogo w drugą sposobem grzecznym, i pewne brutalstwo nierozłącznym zdawa się być od roboty takowej”.

NIECIERPLIWOŚĆ

dziecko-665x309

Niecierpliwość każe w nim skracać czas, wskutek czego nic tu nie dojrzewa. W takim świecie wszystko przy­chodzi za wcześnie, czyli… za późno, bo nigdy nie w porę, h Kai pa) (en kairo). Nadzieję zamienia się w futurologiczną kalkulację, owoce zostają zniszczone przez spektakularne efekty.Nigdy nie będziemy wolni od niebezpieczeństwa stosowa­nia technicznego myślenia i jego praxis do człowieka. Zbyt kolorowymi mirażami kusi nas racjonalizm. Dlatego nigdy nie będzie dość refleksji nad słowami Chrystusa: nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym Ojcem, nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami!Wychowujemy źle między innymi dlatego, że mamy się za wychowawców. Pozwalamy nawet otaczać się kultem, co przekształca nas we władców. „Rozszerzają swe filakterie…” Wielkość upadku wychowawcy mierzy się wielkością zgięcia się przed nim wychowywanych przez niego, zgodnie z logiką siły jego narzędzi.Wszyscy stoimy niejako w obliczu Perły i nie wiadomo, komu ukazuje się ona jaśniej. Nie wiadomo więc, przez kogo bardziej jaśnieje ona dla innych. W mniejszym lub większym stopniu w każdym widnieje jej odblask.

W GŁĘBI OSOBY LUDZKIEJ

full-serce

W głębi osoby ludzkiej tkwi Pamięć własnej całości. Im ta pamięć lepsza, tym bardziej człowiek nie chce być tylko relatywnie grzeczny. Osoba ludzka chce być grzeczna absolut­nie. Kiedy odłożymy na bok techniczne narzędzia, którymi narzucaliśmy kształt materii, materia wraca do swoich mate­rialnych właściwości. Człowiek natomiast mówi narzędziom „nie”! nie czekając, aż zostaną odłożone. Mówi im „nie!” w imię rzeczywistości, której jest Pamięcią i w której odnaj­duje swój prawdziwy kształt. Rzeczywistość ta nie jest w żad­nym wypadku przedmiotem technicznego myślenia i wiążącej się z nim technicznej praxis. Przychodzi do człowieka jako dar zadany jego wolności, a więc miłości, wierze i nadziei; dar, ku któremu istniejąc człowiek rodzi się coraz większą osobą. Techniczny pedagog nie ma tu nic do roboty; kiedy się zbliża, coś w człowieku krzyczy: Hannibal ante portas!Jego wychowywanie, powtarzam, jest nieskuteczne. Za- kłamuje ludzi poddanych jego metodom. Zmusza ich do kalkulacji według systemu i dla systemu. Czasem dochodzi do tego, że oszust pisze traktaty o prawdzie, a zabójca o wartości życia. Ich wiedza, oderwana od całości bycia człowieka, oderwana od rzeczywistości zadanej jego wolności, skazuje ich na podwójną moralność. Żyją, jak gdyby mieli dwie wrażliwości moralne, wzajemnie się wykluczające. W świecie sztucznym, bo takim jest świat konstruowany przez techniczne wychowywanie, nie ma owoców, są tylko produkty.

WYCHOWYWANIE CZŁOWIEKA

images

Takie wychowywanie człowieka jest nieskuteczne, mimo że kieruje się skutecznością. Jest nieskuteczne i dlatego musi gwałcić człowieka, żeby nagiął się do obowiązującego modelu. Model obejmuje jedynie fragment bycia oraz istnienia czło­wieka, został bowiem skonstruowany w oparciu o wyab­strahowany z niego element. Nie mówi o całości jaką jest człowiek, mówi natomiast o tej całości, jaką jest system, w którym funkcjonuje jako zideologizowana antropologia. Ci,którzy dali się pochłonąć systemowi, nie kwestionują propo­nowanego przezeń modelu osoby ludzkiej, lecz narzędzia „wychowawcze”: że zbyt słabe w stosunku do „aktualnej świadomości” człowieka. Więc je wzmacniają, aby były sku­teczniejsze… Wytwarzane przez wychowawcze techniczne metody na­wyki, do których przykładamy tak dużą wagę, stanowią zawsze nawyki danej cywilizacji. Kiedy cywilizacja ulega zachwianiu w chwilach granicznych, w których to, co było jasne, staje się ciemne, nawyki tracą swą użyteczność. Nie dają człowiekowi żadnej podpory, żadnej wskazówki. Raczej przeszkadzają, bo nie orientują w nowym terenie. Dzieje się tak dlatego, że w sytuacjach granicznych zagadnięta zostaje całość człowieka, gdy tymczasem one były produktem wyab­strahowanej z niego części wziętej za całość.

TECHNICZNA SPECJALIZACJA

pobrane

Powstała nawet techniczna specjalizacja, jedna z wielu, zwana nauką o wy­chowaniu. Jest to bardzo stara specjalizacja, ponieważ tech­nika jest tej samej daty co racjonalizm. Nauka o wychowaniu naprodukowała mnóstwo hipotez, teorii i systemów. Każdy z nich głosi swój model człowieka i zachwala swoje narzędzia, jakimi chce go realizować w konkretnych ludziach.Udoskonalanie narzędzi, tak żeby one były coraz skutecz­niejsze, idzie w parze z coraz skuteczniejszym odmawianiem wychowywanemu człowiekowi prawa do szukania siebie i do budzenia się w dojrzałej porze. Kształtuje się go jak glinę, a nie jak osobę, zmuszając go, czasem brutalnie a czasem wyrafino­wanie, po prostu do takiego postępowania, jakie w aktualnej sytuacji wydaje się słuszne specjalistom. Nie budzi się człowie­ka, lecz zmusza, żeby zachowywał się zgodnie z modelem funkcjonującym w danym systemie. W ten sposób cywilizacja techniczna formuje (bo trudno tu mówić o wychowywaniu) człowieka relatywnie grzecz­ne g o, to znaczy grzecznego dla określonego systemu i w tym­że tylko systemie. „Zguby szukanie” zamienia się tu w produ­kcję funkcjonariuszy skutecznie działających.

KSZTAŁT I ATMOSFERA

54843a64b6ff0edc397c8f70bfa16778

Na kształt oraz na atmosferę świata wpływa i musi wpływać techniczna praxis, poddająca byty naszej władzy i zmuszająca nas samych do poddania się jej logice. Dzięki tej praxis produkujemy dobra ułatwiające nam życie. Bez nich byłoby już dzisiaj wręcz niemożliwe istnieć na ziemi. Technika powiększa przestrzeń życiową, poszerza świat.Ale w tym właśnie kryje się także i niebezpieczeństwo. Techniczna praxis, ściśle wiążąca się dzisiaj z nauką, powięk­sza świat konstruując go. Konstruuje go w oparciu o jakieś elementy wyabstrahowane z rzeczywistości. W konsekwencji techniczna praxis zmusza nas do życia w abstrakcji.Dla technicznego myślenia, dla technicznej mentalności wszystko jest materią, to znaczy tworzywem, któremu można nadawać dowolne formy pod warunkiem, że posiada się odpowiednie metody i narzędzia. Techniczna praxis zdolna jest tworzyć sztuczne sytuacje na skalę zrazu laboratoryjną, a potem i przemysłową, w których przyspieszamy pojawie­nie się skutków odpowiednio ułożonych przyczyn. Technika niejako skraca czas.Świat, w jakim żyjemy, tworzy więc praca i produkcja. Urzeczeni skutecznością tej ostatniej i będąc zbyt słabego wzroku, aby móc widzieć rozwój rzeczy istotnych w czasie naturalnie dla nich płynącym, i będąc zbyt cienkiej nadziei, żeby móc zdobyć się na cierpliwość, jakiej domaga się praca, chcemy wszystko produkować. Także i ludzi.

Scroll To Top